-
Szukaj
Szukanie zaawansowane

Narciarski tydzień w Zakopanem

Gdziebylec Aldona, dodał wspomnienie 4 Lutego 2011r. o 21:45
Rodzaj wyciaczki: pociągspacer

Województwo: małopolskie
Region: Małopolska
Miasto / Miejscowość: Zakopane
Opis wspomnienia:

W styczniu 2011 roku wybrałam się z dwójką dzieci do Zakopanego.

Niestety, PKP długo jeszcze będzie goniło XXI wiek, na razie godzinne opóźnienie to norma- wysiedliśmy zatem z pociągu po, bagatela, 17 godzinach jazdy. Dobrze, ze postój taksówek umiejscowiony jest tuż obok peronu, więc już po chwili ruszyliśmy w stronę Nosala, gdzie mieliśmy spędzić nasz urlop. Mijając zakopiański Aquapark taksówkach opowiadał o perypetiach związanych z jego budową i otwarciem. Okazało się, że mieszkańcy miasta niezbyt przychylnie patrzą na ten kompleks oraz stojący obok pusty hotel na sprzedaż. Zapłaciliśmy za taksówkę 19 zł (co ciekawe, w drugą stronę, tą samą trasą wyniosła nas 16 zł) i byliśmy na miejscu.

Mieszkaliśmy przy ulicy Balzera, więc do stacji narciarskiej na Nosalu mieliśmy bliziutko. Muszę przyznać, że Centrum Narciarskie Nosal jest naprawdę na wysokim poziomie. Szczególnie zadowolona jestem ze szkoły narciarskiej Strama tam działającej- zarówno dzieci po tygodniowym kursie w szkółce narciarskiej, jak i ja po indywidualnych lekcjach z instruktorem jesteśmy pod wrażeniem zaangażowania, podejścia do „podopiecznych”, jak i organizacji. Mimo że pogoda dopisywała, tłumów nie było, wielkich kolejek do wyciągów również. Może i w przyszłym roku się wybierzemy?

Jednak narty wypełniały nam zwykle jedynie przedpołudnia, zaś do wieczora czas nam upływał na zwiedzaniu Zakopanego. Zaczęliśmy oczywiście od żelaznego punktu w programie każdego początkującego turysty, czyli od Gubałówki. Z dzieciństwa pamiętana przeze mnie stara kolejka ustąpiła szybkim, nowocześnie wyglądającym wagonikom. Najlepiej jest usiąść w drodze na dół na samym końcu – tuż przy tylnej szybie. Dzieciaki widząc nadjeżdżający z naprzeciwka wagonik nieźle się przestraszyły- do końca nie były pewne, czy się wyminiemy. Po drodze z Gubałówki oczywiście zaliczyliśmy Krupówki – klimat górskiego kurortu z milionem knajpek i sklepików ma swój niepowtarzalny klimat. Co kilka kroków spotkać można poprzebierane, nieruchome postacie. Po wrzuceniu pieniążka do kapelusza/pudełka nagle ożywają, chętnie pozując do zdjęć. Miły to zwyczaj, a postacie niekiedy bardzo intrygujące. Przyjemnie zaskoczyły mnie ceny obiadów- restauracje i bary kuszą dwudaniowymi posiłkami za 14 zł. I to całkiem smacznymi, jak się okazało.

Już przed samym Nosalem podchodzimy jeszcze do pomnika Tytusa Chałubińskiego i Sabały. Mam jeszcze zdjęcie jako mała dziewczynka siedząca u Sabały na kolanach, niestety, teraz pomnik otoczony jest płotkiem i dostępu nie ma. Dobrze, że zdążyliśmy zrobić zdjęcie z przebierańcem- Sabałą.

Ciekawym przeżyciem stało się nieoczekiwanie wyjście do kościoła. Trafiliśmy do parafii Świętej Rodziny, gdzie o 15.00 msza odprawiana jest po łacinie. Nowe doznanie dla ludzi z epoki przedsoborowej...

Z górskich wycieczek z racji zimy i warunków na szlakach zaliczyliśmy jedynie Kalatówki. Dojście tam, a zwłaszcza zejście wymagało sporej koordynacji i siły- oblodzony szlak skutecznie zniechęcał potencjalnych chętnych. Jednak rosół z makaronem za małe pieniądze za to z pięknym widokiem na kolejkę linową i Kasprowy Wierch osłodził trudy wędrówki. Teraz już wiemy, o jakim miejscu pisał Brzechwa w wierszu „Konik polny i boża krówka”.

Dopiero w środę mogliśmy spotkać się z innym polskim twórcą- Kornelem Makuszyńskim. Jego muzeum zamknięte jest bowiem w poniedziałki i wtorki. Malutkie, bardzo kameralne, z klimatem tamtych czasów, ale dla dzieci niespecjalnie ciekawe. Można by pomyśleć o unowocześnieniu wystroju choćby jednej salki- wszak technika pozwala dzisiaj na wiele.

Ostatniego dnia pobytu popluskaliśmy się trochę w aquaparku. Dotarliśmy tam godzinę po otwarciu, mimo to ludzi było jak na lekarstwo – to efekt horendalnych cen za wejście. Jeszcze tylko krótki kulig po okolicy i można wracać.

Zostawiliśmy sobie kilka miejsc na przyszłość- czeka nas wjazd na Kasprowy, wycieczka nad Morskie Oko , a reszta dopiero, gdy dzieci podrosną. Czyli już nie za długo. Do zobaczenia, Zakopane!

Komentarze i oceny

średnia ocena ogólna: 5
10 Lutego 2011r. o 18:10
Sympatyczny opis pobytu w Zakopanem, polskiej zimowej stolicy. Aldona w sposób rzeczowy opisała swoje przygody; dużo spostrzeżeń i porad. I fotki dwójki wspaniałych uśmiechniętych dzieciaków :-) Więcej takich wspomnień! Pozdrawiam.
ocena ogólna
 

Dodaj komentarz

Zaloguj się tutaj


Szukaj wspomnienia

Opis wspomnienia
Rodzaj podróży
Miasto
Województwo
Region
 -

Właściciel serwisu:                   Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright 2010-2018 © gdziebylec.pl – cała Polska w kieszeni           Developed by:   Projektowanie stron WWW